Miesięczne archiwum: Maj 2014

PUTIN, UKRAINA I CO DALEJ? Cd „LOTU NAD SZPIEGOWSKIM GNIAZDEM”

W latach 80. losy Sowietów  coraz bardziej wymykały się spod kontroli Politbiura. Imperium usiłował reanimować uczeń Andropowa – Michaił Gorbaczow. Na szczęście nic z tego nie wyszło. Pacjent zaczął się przepoczwarczać. Skorzystało na tym sporo państw. Doszło do rozpadu świata podzielonego wedle kryteriów ideologicznych. Był to świat, w którym ważną rolę przypisywano służbom specjalnym. Jednak politycy Imperium przecenili możliwości tajnego działania. Wyszło jak wyszło. Świat zaczął się dzielić wedle kryteriów kapitałowych. Dziś mocno uszczuplonym imperium rządzi były oficer KGB Władimir Putin, wykorzystując m.in. aktywa – to nie ulega żadnej wątpliwości – pozostawione również w Polsce przez gen. Pawłowa – byłego rezydenta KGB w Warszawie.

Rozpad świata ideologicznego wolno uznać za bezkrwawą trzecią wojnę światową. Nigdy wcześniej bezkrwawo nie rozdrobniono imperium rozpanoszonego na dwu i posiadającego duże enklawy na pięciu kontynentach. Od tego momentu światem, głównie zachodnim, jak na razie mającym najwięcej do powiedzenia, z wyjątkiem A. Merkel, rządzą karły i palanty, a nie mężowie stanu. To niekorzystnie wpływa na ciśnienie ludzi. Stąd epidemie zawałów, udarów i innych choróbsk.

Karły mają zbyt małe móżdżki, aby zauważyć, że pod ich nosem, w Rosji rośnie, porównywalny do cara W. Putin. A car dla Rosjan był Rozumem całej rosyjskiej ziemi. Był najwyższą Łaską i Prawdą. Może jednak to porównanie nie wytrzymuje krytyki. Carowie rosyjscy to, z wyjątkiem kilku wariatów, mimo wszystko normalni ludzie. A Putin, choć niewielkiego wzrostu to groźny watażka. To wychowanek Andropowi. To posiadacz czarnego pasa w dżudo, co implikuje jego wojowniczą naturę. Putinowi podoba się i Lenin i Stalin i to, co oni zmontowali na gruzach caratu. Wszystko wskazuje na to, że po zajęciu Krymu marzy mu się „kosowizacja” Doniecka i Charkowa. Można być pewnym, że o ile mały Putin będzie miał ochotę zdestabilizować Ukrainę, to mały Putin Ukrainę zdestabilizuje. Bo mały Putin jest zawzięty, przebiegły i wytrwały. Bo należy do ludzi, którzy widzą i wiedzą więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Wie o tym, że widzi i wie więcej i dlatego gra na nosie Zachodowi, czasami ironizując a niekiedy udając duraka, niejako w obronie własnej. Jest skuteczny jak sto diabłów i jest jedynym rozgarniętym przywódcą światowym niebojącym się iść pod prąd opinii świata. No i, co też jest nie bez znaczenia, Putin ma atomowy guzik i przy jego pomocy może powstrzymać życie na Ziemi. Tej Ziemi. Karły pozwalają mu na znacznie więcej niż innym, bo się go boją. Aczkolwiek, zapewne dla spokoju sumienia grożą Rosji jakimiś iluzorycznymi sankcjami przypominającymi próbę złowienia wieloryba na wędkę. I w tym momencie Statua Wolności, gdyby nie była z blachy miedzianej powinna spłonąć ze wstydu.

                                                       ***

Pod koniec lat 80. Putin, pod przykryciem dyplomaty, był starszym lejtnantem KGB urzędującym w Dreźnie, by po dziesięciu latach zostać szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa – sukcesorki KGB. Spotkałem go w Dreźnie dwa czy trzy razy przy różnych okazjach. Robił wówczas dobre wrażenie. Był szalenie oczytany a o kulturze wiedział więcej niż elity europejskie razem wzięte. Zdawało się, że pragnie wyprzedzić swój czas. Przypuszczałem, że prowadzi on z tego miasta, w którym był silny ośrodek KGB, działalność operacyjną na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Nic mi jednak nie wiadomo o plotce powtarzanej w kołach dobrze poinformowanych, szczególnie wówczas, gdy wybuchła przyjaźń Władimira z Gerhardem, by w jego kręgu zainteresowania był wówczas właśnie Schroeder (od 1986 r. wybrany do lokalnego parlamentu Dolnej Saksonii, od 1998 r do 2005 piastujący urząd kanclerza RFN; po zejściu z urzędu kanclerskiego Gazprom zaoferował mu stanowisko przewodniczącego Rady Dyrektorów NEGOC budującego Gazociąg Północny, którą eks-kanclerz przyjął). Wolno jednak przypuszczać, że stanowisko to Gerhard Schroeder uzyskał nie bez wsparcia Putina, wówczas już prezydenta Rosji. Dziś były lejtnant KGB jest udzielnym władcą największego, jeżeli chodzi obszar, kraju świata, a jego przyjaciel Schroeder facetem nadzwyczaj rozrywkowym. Prezydent Rosji zaprzysiągł, że odbuduje Imperium. Jest zimny, drapieżny, wedle europejskich elit – nieprzewidywalny, rozjarzony sukcesami i ma zasoby broni nuklearnej zdolne rozpołowić świat. Jest nadal piekielnie inteligentny, acz chyba niezbyt wolny od pewnej przypadłości psychologicznej, którą Niemcy nazywają Kopfschmerz (w wolnym tłumaczeniu: zawrót głowy od sukcesów) i, nawet dla siebie samego jest tajemnicą…

Z rozpadu ideologicznego pozostała wolna część specjalistów tajnych służb. Spora grupa, zostawszy bez zajęcia, zaczęła się rozglądać za nową robotą. Na wszelki wypadek zatrzymali aktywa: rozrzucone po świecie – sieci agencyjne, archiwalia, którymi można przekonać do własnych celów ważne osoby, walizki atomowe, takie same miny, być może kilka głowic jądrowych; zabezpieczyli wiele „zapomnianych” magazynów z bronią konwencjonalną, biologiczną, chemiczną, laboratoria i składy ze sprzętem, uzbrojeniem i różną amunicją. Postawili na Bliski Wschód, Afrykę Północną, Koreę, ale także państwa post-sowieckie i należące do byłego bloku tzw. demoludów… Świat dopiero teraz chce im zabrać te zabawki. Terroryzm zagraża bezpośrednio Staną Zjednoczonym. Do zwalczania zagrożenie ekstremistów islamskich konieczna jest Rosja. Dlatego prezydent USA B. Obama, pomimo aberracyjnych poczynań W. Putina (m.in. w Gruzji i na Ukrainie) postępuje z władcą Rosji jak z pupą niemowlaka.

Specjaliści służb specjalnych, uwolnieni od obowiązku zapewniania bezpieczeństwa państwu, które ich utrzymywało, dość długo  musieli czekać na oferty. Wszystko wskazuje na to, że słynne „zielone ludziki” siejące zamęt na Ukrainie zastali zaangażowanie przez FSR. Zaczęli się zajmować odwrotnością tego, co robili biorąc żołd z kasy państwowej. Wychodzi im to wybornie. Są nadzwyczaj skuteczni.

                                               ***

Władający Rosją prezydent W. Putin to pojętny, zmyślny, twórczy i bystry uczeń Andropowa i Kriuczkowa. Ma geny Stalina, a gębę i pupę Chruszczowa i Breżniewa. W jego żyłach buzuje krew krewkiego kagiebowca i trudno pojąć, co mu w duszy gra. Dobrze wygląda na koniu, w wodzie i w kimonie na tatami, ale co zrobić skoro ukochał przepych komnat kremlowskich. Wygląda w nich niczym proletariusz pamiętający czasy rewolucji październikowej i plądrujący pałace lub złodziej usiłujący obrabować bank.

Putin na swoje usługi ma marszałków i generałów.  Pozwala im na uszczknięcie a to kawałka Gruzji, a to Ukrainy. Ma też genialnego hipokrytę Ławrowa, wypisz, wymaluj – cały W. Mołotow. Ale Putin ma również gaz i ropę, a w skarbcach pokaźnie ilości złota i walut. To pozwala mu trzymać w szachu UE i grać na nosie USA.

Nie można wykluczyć, że prezydent Rosji, zazdroszcząc poprzednikom sukcesów na Węgrzech (1956 r.) i w Czechosłowacji (1968 r.), swoją gębą i pupą postanowił rozruszać… Ukraińców. Wiele wskazuje na to, że poprzedzający aneksję Krymu Majdan, to wynik gigantycznej kombinacji operacyjne metakagiebowców tęskniących za Związkiem Sowieckim i zmierzających do restauracji Imperium. U naszego wschodniego sąsiada od wieków przeważają ciągotki nacjonalistyczne. Rosja i Rosjanie w głębokim poważaniu mają przyszłość i płaczą za Imperium. A widok spłakanych rodaków wycisnąłby nawet łzy Kaliguli a co dopiero Putina. Człowiek post-radziecki tęskni do przeszłości i marzy o odbudowaniu „Spłakanego Imperium”. Taki człowiek jest zdolny do niespotykanych wyrzeczeń. Czerwony kolor i Imperium bardziej mu się podoba niż dostatnie życie. Cóż: De gustibus et coloribus non est disputantun (o upodobania i kolory nie należy się spierać). Prezydent Putin, jako człowiek inteligentny, jako były szef FSR rozumie dobrze duszę rodaków. Napadając zbrojnie na Krym chciał osuszyć spłakane oczy Rosjan.

Zachód nieoficjalnie zaakceptował anszlus Krymu, ale oficjalnie z tym się nie pogodził. I tu władca Rosji popełnił pierwszy błąd. Gdyby był konsekwentny to po zaborze Krymu powinien był zająć zbrojnie Ukrainę Wschodnią i Południową. Zachód byłby zszokowany. Pokrzyczałby nieco, zorganizował jakieś konsultacje, może wypowiedziałoby się jakieś najmimordy ONZ… B. Obama ogłosiłby iluzoryczne, nieszkodliwe dla Rosji groźby… A. Merkel zwróciłaby uwagę Putinowi, że dżentelmen tak nie postępuje…

Zatrzymanie zbrojnego podboju Ukrainy i postawienie na „zielonych ludzików” było kolejnym błędem Putina, który ma wprawdzie odwagę i zdecydowanie lwa, ale brak mu doświadczenia Lenina i Stalina, którzy Imperium zbudowali. Pozwoliło to Zachodowi ochłonąć. Zbudziło z letargu USA i czołowe państwa Europy – Niemcy, Wielką Brytanię i Francję. Reanimowało NATO, które zaczęło smuć nieśmiałe pląsy w kierunku pokazania zbrojnych pazurków, aby uświadomić Putinowi, że kolejna agresja może się spotkać z bardziej zdecydowanym sprzeciwem.

Błędy Putina to szansa Ukrainy. Oni wierzą Biblii, że mury padają od samego krzyku, ale zapominają, że samym krzykiem nic się zbudować nie da. Ukrainie może się udać pod warunkiem, że porzucą hasło „Sława Ukrainie”, zaniechają waśni, zrezygnują, aby z okrzykiem „hurrrra!” w imieniu narodu wybijać samych siebie, a wezmą się do pracy od podstaw. O ile sami zechcą i zdecydują się na wyrzeczenia, może wskoczą na drogę demokracji, bo choć prezydent Rosji zdolny jest do wszystkiego, to daleko mu do potęgi militarnej, jaką miał N. Chruszczow w wypadku pacyfikacje Węgier czy L. Breżniew dający sygnał najazdu na Czechosłowację. Putin potęgę Rosji dopiero pragnie zbudować. Chce naprawić to, co przeputali Gorbaczow z Jelcynem, którzy w ostatniej dekadzie XX wieku nisko się pokłonili Zachodowi wypinając tyłki na Wschód, a zapadczycy długo się zastanawiali czy wziąć Rosjan w jasyr, czy też potraktować poważnie? Prezydent Rosji, uderzeniem na Gruzję i Ukrainę oraz penetracją rynków chińskich chce te proporcje odwrócić. Początek już zrobił. Jednak dostrzega, że Rosja to kolos stojący na nogach z gazu oraz ropy i wystarczy, a by Zachód zjednoczył się i sięgnął po ekonomię…

Zachód zmienia się za wolno. Jednego Moskwa może być pewna – Zachód nigdy nie zdecyduje się „umierać za Ukrainę”. Zachodni mężowie pokrzyczą, ponarzekają i uznają status quo… Putinowi może się marzy pełzająca interwencja. Może na początek chce jedynie sfinlandlizować Ukrainę… Może…? Na razie, na awanturze ukraińskiej zyskują jedynie – Chiny…

W tej sytuacji gdybym był Rumunem, Mołdawianinem, Bułgarem, Białorusinem, Grekiem, Austriakiem, Łotyszem, Estończykiem, Litwinem, mieszkańcem Bałkanów a nawet Turkiem zaczynałbym się bać. Zaś Polska, w której politycy walczący o sondaże sięgają do budzenia antyrosyjskich fobii, obudzi się z ręką w nocniku i Ukrainą za miedzą, w której do głosu, być może, mogą dojść szkaradni antypolscy nacjonaliści spod znaku OUN i UPA…

Dziś światem rządzą wirtualne kapitały a nie rakiety z głowicami nuklearnymi wspartymi czołgami i wszystkim, co strzela. W tym tkwi jakaś szansa naszego wschodniego sąsiada, ale i Rosji. Zachowująca się niczym chytra przekupka z bazaru Unia Europejka będzie nadal, w zamian za gaz i ropę, dolarami tuczyć Putina i metasowieckich oligarchów. Jeżeli świat zachodni nie chce zniknąć jak Atlantyda musi coś z tym fantem zrobić. Musi się przegrupować, występować, jako zwarta siła. Bo zawsze znajdzie się jakiś Hitler, jakiś Stalin, jakiś Putin, a naprzeciwko nich stanie jakiś nieudacznik, niczym B. Obama…

Rozniecony z końcem 2013 r. na Ukrainie konflikt jest niczym innym jak początkiem ery „zmagań czwartej generacji” określanej skrótem 4 G W (Fourth Generation Warfare) – czyli kulturowo-cywilizacyjnych konfliktów wykraczających poza ramy państwa narodowego i historyczną triadę gen. von Clausewitza: rząd-armia-naród (vide: Tajna historia Polski). Trudno dzisiaj powiedzieć, czy atak Putina na Ukrainę to początek drastycznych zmian świata, którym może się charakteryzować XXI wiek? Czy dojdzie do wielkiej depopulacji i powstania całkowicie nowej cywilizacji, czy…?

PS. Za dwa tygodnie w cyklu: „Lot nad szpiegowskim gniazdem” (gdy ucichnie jazgot nad trumną W Jaruzelskiego) postaram się przedstawić ogląd generała widziany przez pryzmat służb specjalnych

Uwagi proszę kierować e-mailem: henryk@piecuch.pl

LOT NAD SZPIEGOWSKIM GNIAZDEM

Człowiek – to brzmi dumnie.

Maksim Gorki

 „Jurodiwyj” był człowiekiem i Kukliński był człowiekiem, i Zacharski… Ilekroć napotykam wzmianki o służbach specjalnych przychodzi mi na myśl takie zdanie: Jeden poleciał tam, drugo śmignął siam, a trzeci wzbił się nad szpiegowskie gniazdo. Poznajecie? To trawestacja początku powieści Ken’a Kesey’a Lot nad kukułczym gniazdem

W latach 80., z racji redagowania tygodnika „Granica” bywałem w niektórych komórkach Sztabu Generalnego WP zajmujących się służbami niekoniecznie jawnymi. Odwiedzałem także, chyba najczęściej, rozrzuconych po terenie całego kraju obiekty Służby Wywiadu i Kontrwywiadu MSW. A dla zdrowia psychicznego zaglądałem również do szpitala dla psychicznie chorych w Tworkach. Było tam sporo ciekawych osób oraz bardzo ładny, zdziczały i zdewastowany park, wyglądem podobny do mózgów pensjonariuszy szpitala i tego, co z Polską wyprawiała rządząca elita generalska. W MON i MSW przysłuchiwałem się erystycznym dysputom, przy których można było dostać kociokwiku. W Tworkach szukałem jedynie ludzi, którzy milczą, ale, przy których można było zmądrzeć.

Wizyty w tych instytucjach pozwoliły mi poznać wielu polityków, generałów i oficerów niższych szarż z ekskluzywnej półki, zajmujących się sprawami, o których w powszechnej opinii krążą mity, wymysły, klechdy a nawet facecje. Ciekawiło mnie, co te osoby myślą o wielkich, ponadczasowych pytaniach Wiliama Szekspira (Być albo nie być?) oraz Immanuela Kanta (1. Co mogę wiedzieć? 2. Co powinienem robić? 3. Czego mogę się spodziewać?). Dzięki przyjaźni z naczelnym psychiatrą MSW udało mi się także porozmawiać z kilkoma pacjentami szpitala w Tworkach. Były wśród nich osoby mające kiedyś ścisły styk z polityką i z tajnymi służbami. Ich poglądy i sposób zachowania się tylko w niewielkim stopniu różniły się od tego, co obserwowałem w otaczającej mnie pospolitości. 

Podniecające było obserwowanie jak to się wszystko kręci. Polityka, politycy i media. Służby specjalne, oficerowie tych służb i dziennikarze. Szpitale psychiatryczne i pacjenci… Wbrew obowiązującym mniemaniom historia dowodzi, że instytucje te mają ze sobą wiele wspólnego. Chciałem o tym napisać.

Jestem pewny, że większość ludzi interesuje funkcjonowanie i życie oficerów służb specjalnych ich związek z polityką i wpływem na nasze życie. Odstrasza ich od tej tematyki jazgot dziennikarzy i pisarzy, którzy w każdym działaniu tajnym doszukują się sensacji na miarę początków rozwalania komunizmu lub zapobiegania III wojnie, jak to było w wypadku szpiegów CIA, ppłk Józefa Światły i płk Ryszarda Kuklińskiego…

A przecież sprawa jest bardziej prozaiczna. Służby specjalne służą politykom, nie społeczeństwu – to pewnik. A że każdy z nas, na co dzień otoczony jest działaniami wygenerowanymi przez polityków, więc wszystko może się zdarzyć. Każdy może być przedmiotem zainteresowania tajnych służb i niekoniecznie musi o tym wiedzieć.

A szpitale psychiatryczne? Mój Boże! Nie znacie dnia, ani godziny… W każdym momencie, z takich lub innych powodów mogą się u was zjawić białe kitle z kaftanami mającymi bardzo długie rękawy, tak jak to się przytrafiło pewnemu majorowi UB z Wrocławia, który za dużo gadał o poszukiwaniu skarbu Trzeciej Rzeszy zarządzonych przez generałów W. Jaruzelskiego, F. Siwickiego i Cz. Kiszczaka i na wniosek tego ostatniego gen. Pożoga zaordynował wielomównemu oficerowi pobyt w izolatorium, w którym faszerowano go ohydztwami chemicznymi i elektrowstrząsami…

Gdy się weźmie pod uwagę, że w 2013 r. służby specjalne III RP zażądały od operatorów ponad 2 miliony bilingów z telefonów komórkowych, co oznacza, że interesowano się właścicielami tych komórek, gdy co krok jesteśmy monitorowani, śledzeni, podsłuchiwani, itp. sprawa przestaje być zabawna. Jest to tym bardziej istotne, że o ile peerelowskie służby specjalne były niezłą imitacją NKWD/KGB & GRU, to dzisiaj, służby specjalne III RP są imitacją CIA, która niewiele ustępuje służbą sowieckim, a w pewnych operacjach nawet je przewyższa. Biorąc pod uwagę fakt, że służby III RP są, przynajmniej w pewnym sensie kontynuacją Służby Wywiadu i Kontrwywiadu MSW & WSW i Oddziału II Sztabu Generalnego WP, więc może warto się zapoznać, jakie te służby były, kto w nich pracował, komu służyły, jakimi wartościami kierowali się oficerowie, jak żyli i jakie metody stosowali.

 [Fragment większej całości}

P.S.

Komentarze proszę kierować e-mailem

 henryk@piecuch.pl