Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Na marginesie służb specjalnych

BAR… WZIĘTY

Pamiętacie: Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia… No to podstawcie zamiast roku 1647 rok 2015 i zakrzyknijcie „Bar … wzięty”…

Wprawdzie nie wiem czy Mariusz Kamiński, koordynator służb specjalny w rządzie, zafascynowanej Jamesem Bondem Beaty Szydło, po krótkiej, potoczystej, płynnej, bezproblemowej, gładkiej jak pupa niemowlaka zamianie platformersko-peeselowskich, nieudacznych, mało patriotycznych służb specjalnych na bardziej udolne, hiperpatriotyczne służby specjalne, składając meldunek Prezesowi o zrobieniu porządku posłużył się szyfrem z Ogniem i mieczem. Ale mógł to zrobić, bo Prezes, zauroczony literaturą patriotyczną, tak czy inaczej zrozumiałby o co chodzi i może poklepał by p. Mariusza po plecach, o może i niżej…

***

Dość powiedzieć, że obecna ekipa rządowa nie popełniła błędów A. Macierewicza, który likwidując WSI dał zbyt dużo czasu oficerom, by przygotowali atak kosztujący skarb państwa wiele kasy… Dużo by o tym pisać… Ale po co? Skoro teraz sprawa jest czysta jak łza Prezesa, którą ten uronił przed bez mała dziewięciu latach bolejąc nad spartoloną wówczas szansą, którą PIS-owi przyznali wyborcy. Wszystko wskazuje na to, że sprawa już się nie powtórzy… PIS atakuje skutecznie. A ja już szykuję panegiryk…

***

Pozwólcie jednak, ze zanim zacznę hałasować komplementami pod adresem Prezesa i jego komilitonów przytoczę kawałek z przygotowywanej książki Portret z kanalią. Warto bowiem  pamiętać, że historycy fałszują przeszłość, ideolodzy przyszłość, a służby specjalne wszystko. W Kraju Pieroga i Zalewajki tak było, tak jest i chyba jeszcze jakiś czas tak będzie.

Kto powinien pilnować tajnych służb? Media? Media są wprawdzie wolne, ale wredne. Wolne od logiki i zależą jedynie od kapitału. A politycy? Jaki jest koń każdy widzi…

Tajnych służb, rozbudowanych do gigantycznych rozmiarów, nikt nie jest w stanie opanować. Służby specjalne są w stanie wmówić każdemu, że mają gigantyczne sukcesy, tylko nie mogą się tym pochwalić, bo wszystko jest tajne, zaś kiedy podwinie się im noga to wrzask się okrutny podnosi, bo niepowodzenia są jawne.

To stara jak świat śpiewka służb. Nie ma w tym za grosz logiki. Bo skoro sukcesy są tajne to i niepowodzenia takowe powinny być. Wniosek jest prosty: sukcesów brak a niepowodzeń jest od metra.

Uf! Uczucia i myśli bełtają się w moim mózgu jak ciekły azot wieziony beczkowozem do klinik zajmujących się in vitro, czyli zapłodnieniem pozaustrojowym, aby mogły mrozić zarodki, zwane przez niektórych życiem nienarodzonym. Posprzeczałem się kiedyś z politykiem optującym za taką terminologią. Zapytałem go, czy kura mająca kontakt seksualny z kogutem i wydalająca jajo zniosła kurczaka czy jajo? Interlokutor nie odpowiedział. Robiłem mu jajko na czole i pokazałem, że to nie kurczak tylko żółtko i białko…

Uf! Im bardziej poznaję politykę, polityków i tajne służby, tym głębszą czuję do nich odrazę…

Zabawną pomyłką jest twierdzenie, że w demokracji można głosić, co się chce i że służby specjalne podlegają ścisłej kontroli. Im wnikliwiej obserwuję polityków, którzy powinni nadzorować służby specjalne, aby nie poszły w szkodę, tym bardziej przekonuję się, że Arystoteles popełnił błąd  twierdząc, że w każdym człowieku tkwi porcja głupoty, która z wiekiem się zmniejsza. Nasi politycy dowodzą czegoś wręcz przeciwnego…

Jednak dla demokracji nie ma rozsądnej alternatywy. Tak jak nie ma jej dla wschodu i zachodu słońca.

Jeżeli znudziła Was ta opowieść bo macie polityków i tajne służy w głębokim poważaniu i szkoda Wam czasu na zainteresowanie się nimi, to możecie być pewni, że politycy i służby specjalne zainteresują się Wami.

Już to robią, tylko Wy o tym nie wiecie.

W taki sposób dobrnąłem do końca tej historii. Stawiam kropkę. Odwracam kartkę na czystą stronę. I nie wiem jak zacząć następną opowieść. Wychodzę na ulicę. Szaleje wiatr niczym rabuś w pałacu byłego prezydenta…

KUKLIŃSKI RAZ JESZCZE

Módlmy się za tych, którzy czynili zło,/ A nie wiedzieli, co czynią,/ Niech ich oświeci nadzieja

Agnieszka Osiecka

Był 7 października 1981 r., gdy „Mewa” odleciała za ocean.  „Mewa „to kryptonim wywiadowczy płk. R. Kuklińskiego.  Pisałem o  życiu pułkownika kilka razy, ale teraz, w przedsień 34 rocznicy odczuwam potrzebę zasygnalizowania jeszcze raz pewnych uwag i wyjaśnień.  Stąd książka: „As CIA i… W kręgu donosów, mitów i faktów o Ryszardzie pułkowniku Kuklińskim”. Tu  fragment „Pedsłowia”.

***

Pułkownik Ryszard Kukliński był szpiegiem wielkoformatowym. Interkontynentalnym. I nie dał się złapać. Bardzo go szanuję, ale jednocześnie nurtuje mnie pytanie: czy pułkownik został szpiegiem dlatego, że nie stać go było, aby zostać kimś lepszym?

Posłuchajcie więc opowieści starego zgreda o niebanalnym oficerze, któremu do doskonałości brakowało tylko to, że nie miał wad albo miał ich za dużo i którego Sejm III RP uchwałą  z 21 lutego 2014 r uznał za bohatera, zaś generałowie oraz większość jego komilitonów, z którymi w latach 1947 – 1981 służył w LWP nazywają dezerterem i zdrajcą.

Był czy nie był? Jeżeli był agentem wielolicowym, to z kim grał na poważnie?

To, że był agentem CIA jest jasne. Sam to przyznał, a potwierdziła Agencja.  O tym, że był współpracownikiem wywiadu peerelowskiego mówią dokumenty. Czy był współpracownikiem  wywiadu sowieckiego?  Dokumenty ani inne ujawnione źródła nie mówią na ten temat nic.

Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę ścisłe powiązanie Zarządu II Sztabu Generalnego WP (wywiad wojskowy PRL) z wywiadem sowieckim, głównie GRU, wnioski nasuną się same.

Czy płk Kukliński był szpiegiem NATO? Jeżeli był agentem CIA musiał być także szpiegiem NATO. Czy był szpiegiem Zjednoczonych Sił Zbrojnych Państw-Stron Układu Warszawskiego (ZSZPSUW)? Jeżeli był współpracownikiem wywiadu Peerel musiał być również szpiegiem ZSZPSUW. Był przecież zintegrowany system wywiadu UW. A nie ma nic mocniejszego ani bardziej paskudnego od zintegrowanego systemu wywiadu. Potwierdzenie znajdujemy w byłym Układzie Warszawskim jak i w NATO…

Tak, płk Kukliński był asem nietuzinkowym.  Będąc szpiegiem genialnym, ale… otwarte pozostaje pytanie: kiedy Kukliński wyskoczył z szyn  majdrowanych przez ZSZPSUW i dlaczego przestawił zwrotnice wiodące go do szpiegowania na rzecz NATO?   Wierny maksymie Kierkegarda, że Życie zrozumieć można tylko patrząc wstecz, lecz przeżyć je trzeba, patrząc w przód, szukam.

***

Jeżeli Salman Rushdi, bądź co bądź noblista twierdzi, że biografia, jeżeli nie chce stać się hagiografią, musi stawić czoło także niewygodnym faktom z życia bohatera  to ta sama dewiza musi obowiązywać przy przyczynkach. Czując obrzydzenie do hagiografii w Asie CIA chciałbym opowiedzieć o  stałej, przynależnej każdemu człowiekowi skłonności do prostytuowania się (rozumianej metaforycznie). Cecha ta dotyka wszystkie narody. Nie tylko Polaków. To temat aktualny w każdej epoce i każdym kraju, niezależnie od ustroju, położenia geograficznego, rozwoju cywilizacyjnego itp.

W dziejach ludzkich już  od starożytności jest  dużo kłamstw.  W historii prawdziwe są tylko marzenia, a ludzie znają tylko jedną drogę prostą do celu: krętą. Nie bardzo odpowiada mi zero-jedynkowa ocena, bo feniks ludzkości – w bóstwo się przepali.

Niestety, dużo ludzi mówi: Nie chcę prawdy. Chcę spokoju. Może warto zedrzeć łuski z oczu, przynajmniej w jednej sprawie. Sprawie dotyczącej kreacji bohaterów lub… zdrajców…, bo przy Kuklińskim inni szpiedzy wyglądają jak stajenni przy Aleksandrze Macedońskim.

Gwałt niech się gwałtem odciska

Codziennie jesteśmy gwałceni kłamstwem przez polityków, szkołę, media, sztukę, a nawet przez naukowców.  Dlatego biorę na warsztat postać nietuzinkową, uznaną przez jednych za niezłomnego, patriotycznego bohatera, a przez innych za dezertera i zdrajcę, skazanego na wieczne potępienie. W epoce W. Jaruzelskiego skazanego na karę śmierci, a w III RP mianowanego bohaterem.

W tym celu trzeba postawić kilku pytań: Czy w materii wywiadowczej, wobec niepełnego dostępu do archiwaliów możliwe jest autorytatywne rozstrzygnięcie wątpliwości dotyczących biografii wybitnych szpiegów? A jeżeli tak, to na postawie czego?  Czym zagwarantowana  by miała być prawomocność takiego sądu? Czy szpieg działał dobrowolnie i samodzielnie, czy był ubezwłasnowolniony przez wywiad(y)?  Jeżeli szpieg był dwu- albo więcej -licowy, to który wywiad odnosił największe korzyści? Kto i kiedy go zwerbował? Komu szpieg pomógł? Komu zaszkodził? Czy działał na zimno? Czy też było w nim ździebełko empatii do socjalistycznej Polski i kolegów, z którymi przez ponad trzydzieści lat, ramię w ramię służył w Ludowym Wojski Polskim? Jaki był początek i jaki koniec jego działalności? Co naprawdę o nim wiemy? Jaką cenę zapłacił za działalność wywiadowczą?

I na koniec: czy warto Kuklińskiemu współczuć? …

Sezonowa znajomość i peregrynacje za materiałami dotyczącymi szpiega

Moja znajomość z pułkownikiem Ryszardem Kuklińskim trwała zaledwie czterdzieści osiem godzin i nie dotyczyła kwestii wywiadowczych, a przygotowań wojsk Układu Warszawskiego do  „wyprawy” na Czechosłowację (rozpoczętej w nocy z 20 na 21 sierpnia  1968 r.).

W tym czasie Praska Wiosna usiłowała znaleźć tak zwaną trzecią drogę do socjalizmu. Wiosna Czechosłowacka miała swoje pięć minut. Trwała nieco dłużej niż moje dwie doby spędzone z Kuklińskim, ale i tak nie za długo. Wiosnę przerwała interwencja wydzielonych sił zbrojnych ZSRR, Polski, Węgier, Bułgarii i NRD, czyli awangardy Układu Warszawskiego. Celem interwencji była czystka wśród społeczeństwa CSRS. Metodą – denuncjacja, a zamiarem – dopomożenie do cnotliwego samooczyszczenia Czechosłowaków.

***

W listopadzie 1981 r.  Kukliński wybrał opcję, o której tak pisał Adam Mickiewicz:  Uciec z nią na listek / jak motyl szukać tam domku i gniazdeczka. Szpieg poprosił CIA o przerzut, tak jak było umówione, do Stanów Zjednoczonych. Od tego czasu gromadziłem ułomki dokumentów, książki i relacje na jego temat. Mogłem się z tego „zgromadzenia” wszystkiego dowiedzieć, a ostatecznie nie rozumieć o co chodzi. Mimo to robię to nadal.

Niestety, nie mogłem zweryfikować  zgromadzonych szpargałów. Pułkownik, mimo ponawianych kilkukrotnie propozycji, odmawiał spotkania. Tak jak odmawiał widzenia z dawnymi kolegami, z którymi służył w Ludowym Wojsku Polskim w latach 1947 – 1981. Wówczas wychwalał  Peerel…  jakby zamierzał go sprzedać .

R. Kukliński, znając metody zaklinania słów, aby znaczyły, drwiły, demaskowały, po 1990 r., już w III RP znalazł sobie świeżych komilitonów, którzy go wcześniej nie znali. On ich także nie znał. Spiknęli się, co nie dziwi. Błyskawicznie wygenerowali zdania będące jak piasek na plaży przesypywany z pustego w próżne, co u tak cnotliwego oficera dziwi. Akolici szpiega hołdują zasadzie – im dalej od prawdy, tym bliżej do bohatera.

***

Tak, wiem już sporo o życiu i działalności tego niestereotypowego agenta. Ale wiedzieć to bardzo daleko od rozumieć.  Czy mnie z nim coś łączyło? Tak. Wydaje mi się, że obaj widzieliśmy, jak w erach Bolesława Bieruta,  Wiesława Gomułki, Edwarda Ochaba, Edwarda Gierka, Stanisława Kani  czy Wojciecha Jaruzelskiego karlało życie w Peerelu. W głowach tych przywódców czaiła się słoma importowana z Sowietów, a nie patriotyzm. I obaj wiedzieliśmy, że nasi przywódcy ruszają się tak mile w kierunku komunizmu, bo są poszturchiwani z tyłu przez Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, Gorbaczowa…  Byli to bowiem osobnicy sprawiający, że społeczeństwa boleśnie odczuwają brak ludożerców.

Trudno tego było nie widzieć. Przez długie lata godziliśmy się z tym, że państwem kierują zwykli partacze i że nawet jak na zwyczajnych nieudaczników są to wyjątkowo pospolici, tępi osobnicy, którzy, szukając wykrętów, zaczynając wynajdywać „przyczyny historyczne” i wymyślać coś takiego, jak „taktyczna zręczność zapobieżenia interwencji sowieckiej w Polsce”.

Obaj dochodziliśmy do tych wniosków asynchronicznie starając się  w różny sposób reagować na sytuację.  Czy, uznając jego mistrzostwo wywiadowcze, współczułem mu?

Nie. Byłaby to przesadna uprzejmość, bo historia, którą w książce opowiem, jest prawdziwa w najdrobniejszych szczegółach, chyba że straszna pomyłka zniekształci ją już na wstępie. Bo grafomanom jak ja, dzięki temu, że są tacy mądrzy, od czasu do czasu udaje  się ukryć, że są tacy głupi.

Nie stawiać absurdalnych granic

Pułkownik Kukliński strzelił w kalendarz  11 listopada 2004 r. i pewnie teraz śpiewa w diabelskim chórze razem z innymi szpiegami w rodzaju Józefa Światły, Michała Goleniewkiego, Pawła  Monata, Jerzego Pawłowskiego, Bogdana Walewskiego, Jacka Jurzaka i innych… Biorąc pod uwagę niskogatunkowy stan mojego mózgu, serca i całej reszty mam nadzieję rychło dołączyć do tego ekskluzywnego towarzystwa szpiegowskiego.  Wyobrażenie o tym wydarzeniu (jak to dla mnie mogłoby wyglądać) opisałem w Portrecie z Kanalią.

***

Uwagi przedstawione poniżej są zbyt szkicowe i zbyt problematyczne, aby można było uznać, iż rozstrzygają one któreś  z postawionych wyżej pytań.  Spór o Kuklińskiego jest i będzie chyba długo otwarty. Pewnie dobrze, że będzie trwał. Ludzie będą toczyć boje podobne do  waśni o katastrofę smoleńską i wiele innych niewyjaśnionych historii, a dotyczących między innymi sprawy wypadku lub zamachu na gen. Władysława Sikorskiego czy kontrowersji wokół stanowiska  gen. Wojciecha Jaruzelskiego w sprawie strzelania do ludności Wybrzeża w czasie wydarzeń grudniowych w 1970 r. oraz ogłoszenia stanu wojennego w 1981 r.

Gen. Jaruzelski był zdania, że szumieć nad morzem może tylko morze. Czy decyzja o strzelaniu i stanie „W” była podjęta legalnie? Oczywiście. Przecież wówczas generał sam współtworzył lub ustanawiał prawo. Tylko głupiec lub szaleniec ryzykuje nielegalną zbrodnię. Lepiej przecież popełnić zbrodnie legalną, to znaczy zostać po prostu łajdakiem.

***

Jestem obserwatorem i co najwyżej kronikarzem ścinków historii, a nie teoretykiem. Przedstawiając zaobserwowane ułomki faktów, zapodań, legend i mitów nie podejmuję się rozstrzygania sporu o to, czy Kukliński był bohaterem, czy dezerterem i zdrajcą…  Biorąc pod uwagę ludzką  hetero-, bi-  i homoseksualność, bardziej interesuje mnie kwestia, dlaczego oficerowie w wojnie siedmioletniej byli na samych klaczach…?

Mając własne poglądy na działalność pułkownika,  postaram się w epilogu przedstawić subiektywne odpowiedzi na niektóre z postawionych pytań. Uważam, że chwałę wielkich szpiegów należy ważyć nie tylko korzyściami lub stratami przyniesionymi przez ich działalność, ale także mierzyć środkami, którymi się posłużyli, aby chwałę zdobyć. Te przymioty w wypadku Ryszarda  Kuklińskiego były bez zarzutu.

 

PS

Książkę „As CIA i…” wydała Agencja Wydawnicza CB e-mail: cbwydawnictwo@home.pl