WOJNA BEZPIEKI Z RED. GIEDROYCIEM

Polacy to dziwny naród! Nie ma chyba na świecie drugiego narodu, który by miał tylu bohaterów i jednocześnie tyle kanalii.

Marian Brandys

W „Gazecie Wyborczej” (7-8 stycznia 2017) ukazał się interesujący artykuł prof. dr. hab. Rafała Stobieckigo poświęcony wojnie bezpieki z red. Jerzym Giedroyciem. Chciałbym dorzucić do niego swoje trzy grosze. Czytałem bowiem „dzieła”, nad którymi zasadnie „znęca” się profesor. Podejrzewam, że niektóre z tych „dzieł” powstały z inspiracji nie tylko propagandystów, ale również pod wpływem działań operacyjnych oficerów Służby Wywiadu i Kontrwywiadu.

          Miałem kiedyś drobną przygodę z red. Jerzym Giedroyciem.  Postanowiłem opisać pewną, mało znaną kombinację operacyjną MSW  zmierzającą do spalenia siedziby „Kultury”. Główną rolę miał odegrać agent Departamentu I MSW, Piotr Paćkowski ps. „Widal”. Kombinację wymyślił i kierował przygotowaniami płk Henryk Wróblewicz.

          Akcja nie wyszła poza stadium opracowywania szczegółów, przygotowania odpowiednich materiałów i rozmów z agentem. Zgodę na operację wyraził minister S. Kowalczyk. Znałem zainteresowanych. Zdobyłem pewne szczątkowe materiały, które wysłałem J. Giedroyciowi z zapowiedzią pracy nad książką.  Otrzymałem list od Redaktora, że materiałów „Kultura” nie opublikuje. Redakcja poczeka na książkę, którą omówią i ogłoszą fragmenty. Niestety książki nie opublikowałem do dziś. Zniechęcili mnie do tego generałowie Kowalczyk i Pożoga. Pierwszy oświadczył, że nie pamięta, by wyraził zgodę na takie działanie, a drugi, że większość materiałów, po rezygnacji z operacji, została zniszczona. W zamian „popełniłem” dwie książki: „Pożoga. W. Jaruzelski tego nigdy nie powie” oraz „Byłem gorylem Jaruzelskiego”. Red. J. Giedroyć ogłosił w „Zeszytach Historycznych” spore fragmenty książki napisanej m.in. na podstawie rozmów z płk. A. Gotówką oraz generałami F. Siwickim i M. Janiszewskim, a „Gazeta Wyborcza” opublikowała szkic autorstwa Stanisława Barańczaka (z USA), w którym przeinaczenia walczą o lepsze z insynuacjami pod adresem moich rozmówców i moim. Cóż, zdarza się. Sam jestem sobie winien. Nie posłuchałem sugestii red. Adama Michnika i nie „odpieprzyłem się od gen. W. Jaruzelskiego”, a również nie podzieliłem rad redaktorskich, jakoby gen, Cz. Kiszczak był „człowiekiem honoru”.

                                                   ***

          5 maja 1976 r. Wydział VIII Departamentu I MSW zaczął intensyfikować rozpracowanie przerzutów wydawnictw nielegalnych. Założono rozpracowanie operacyjne obiektowe (ROb) o kryptonimie „Pajęczyna”. Początkowo ROb dotyczyło jedynie ośrodka „Kultury” paryskiej, ale w 1978 roku, wobec nasilających się „transportów” nielegalnych z Zachodu, przekwalifikowano ROb do kategorii samodzielnego rozpracowania.

          W oko oficerom Wydziału VIII, a następnie Wydziału XI Departamentu I MSW (kontrwywiadowczego) w padła w Paryżu Maria Łamazki-Mawro, sekretarka Instytutu Literackiego. Założono na nią rozpracowanie operacyjne kryptonim „Idak”. Po przekwalifikowaniu na agentkę zmieniono jej pseudonim na „Lutus”. W wyniku doniesień „Lutusa” specjaliści Firmy już w kwietniu 1980 r. zdołali opracować „Bilans finansowy Kultury”. Wynika z niego, że obroty ośrodka J. Giedroycia za rok 1978 wynosiły 1 224 829 franków, a na działalność grup w Polsce przeznaczono: na KSS-KOR – 30 537 franków; ROPCiO – 11 676 franków; Jan Józef Lipski – 850 franków itp.

          Tak szczegółowe doniesienia z Paryża skłoniły wiceministra spraw wewnętrznych gen. Mirosława Milewskiego, odpowiedzialnego w MSW za wywiad, do rozpoczęcia specjalnej kombinacji operacyjnej, w której wyniku chciano doprowadzić do pożaru w Instytucie Literackim w Paryżu. Milewski zlecił opracowanie kombinacji płk, Henrykowi Wróblewiczowi, zastępcy naczelnika Wydziału XI.

          Płk Wróblewicz wytypował do przeprowadzania zadania specjalnego Piotra Paćkowskiego, taternika z Wrocławia, który w czasie pobytu w Paryżu poznał się z J. Giedroyciem. W tym czasie Paćkowski był już TW Wydziału III KW MO we Wrocławiu o pseudonimie „Piotr Piotrowski”. W listopadzie 1979 r., po przeprowadzonej prze H. Wróblewicza rozmowie z agentem, przeszedł on pod „kuratelę” Wydziału XI jako kontakt operacyjny, otrzymał nowy pseudonim „Widal” (później zapisywany jako „Vidal”).

          Nadzór nad przebiegiem kombinacji dyrektor Departamentu I MSW płk Jan Słowikowski zlecił swemu zastępcy płk. Wojciechowi Młynarskiemu.

          Szczegółowy opis kombinacji przekracza ramy tego blogu. Dość powiedzieć, że w sprawę wmieszały się doniesienia nielegała Tomasza Turowskiego, a sam „Vidal” okazał się być agentem krnąbrnym i prowadzący podejrzewali, że bierze on żołd nie tylko z kasy MSW. Kombinacja spaliła na panewce. Instytut szczęśliwie uniknął pożaru, a sprawę „Vidala” w czerwcu 1984 r. odesłano do archiwum.                                           

          Nad fiaskiem operacji bardzo bolał szef Służby Wywiadu i Kontrwywiadu I zastępca ministra MSW gen. Władysław Pożoga. Jego agenci stale krążyli koło J. Giedroycia niczym psy wokół rożna z kiełbaskami. Ale już nikomu z nich nie udało się na stałe zadomowić w Maisons – Laffitte. Byli jednak liczni agenci dochodzący. Aby wzmocnić agenturę paryską, generał oddelegował z dobrego miejsca w Watykanie na bardziej newralgiczne w Paryżu, kto wie, czy nie najbardziej operatywnego nielegała Tomasza Turowskiego.

PS

Są to fragmenty książki „O czym wiedziały tajne służby? Zdumiewająca niefrasobliwość Instytutu Pamięci Narodowej” wydanej prze Agencję CB. E-mail: cbwydawnictwo@home.pl

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *