Tym razem epilog z Portretu z kanalią

…pisarz najbardziej potrzebuje wewnętrznego, wstrząsoodpornego wykrywacza gówna. To jest pisarski radar…

                                                             Ernest Hemingway

          Historia uczy, że niczego nie uczy, a w Kraju Pieroga i Zalewajki najtrudniej przewidzieć przeszłość. Dlatego, śledząc powojenne losy Polski należy dzieje weryfikować rozumem. Najprościej zrobić to analizując poszczególne ekipy rządzące. Pierwszy władca, Bolesław Bierut, przekonywał, że w powojennej Polsce społeczeństwo zasługuje na szczęście, prawo i sprawiedliwość. „Tomasz”, jako agent NKWD, wzorując się na metodach sowieckich, przy pomocy terroru, zbudował polski stalinizm.

          Część niezadowolonych posłał do piachu, część do więzienia. Reszta była zastrachana, przerażona, bojaźliwa i siedziała cicho.  Ale byli i tacy, jakieś 20 procent, którym się to podobało. Po śmierci Stalina tyłek Bieruta zaczął skwierczeć. Na koniec władca Polski spłonął od Chruszczowowskiego ognia.

          W narodzie obudził się duch Harnasia. Był wprawdzie „czarny czwartek” w Poznaniu (zabito 57 osób?), ale już w październiku Polski stalinizm runął jak domek z kart. Pozostał socjalizm w wersji hard. Po Bierucie nastał Władysław Gomułka. Świeży władca Kraju Pieroga i Zalewajki złagodził represje. Wypędzając w 1968 r. Żydów „Wiesław” wygenerował wersję Prawdziwych Polaków wedle wskazówek Mieczysława Moczara, Franciszka Szlachcica i Wojciecha Jaruzelskiego.

          Przyłączając się do napaści na Czechosłowację, przygotowywał Naród do akceptacji internacjonalizmu i wyrzeczeń w imię budowy socjalizmu. Niemrawe złagodzenie terroru bierutowskiego ośmieliło część społeczeństwa do wyrażania niezadowolenia. Pierwsi zaczęli wierzgać mieszkańcy Wybrzeża. „Wiesław” zezwolił na użycie broni. Generałowie Jaruzelski (w stosunku do MON) i Moczar (do MSW) wydali odpowiednie rozkazy.

          Na Wybrzeżu polała się krew. Socjalizm w wersji hard szlag trafił. „Banda czworga” wykorzystała okazję osadzając na tronie I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka.

          Era „Sztygara z Katowic” zaczęła się od kłamstwa i obietnic. Kłamstwem było wybielanie Jaruzelskiego, jakoby generał był w czasie rewolty na Wybrzeżu w areszcie domowym. Obietnice dotyczyły powszechnej szczęśliwości i budowy rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego. Metody upatrywano w pożyczkach zagranicznych.

          Gdy przyszło do spłacania długów, sprawa się rypła. Zaczęła się era powszechnych niedoborów. Wprowadzono kartki na niektóre towary. Na domiar złego dla Gierka, do kraju przyjechał świeży papież, Jan Paweł II, który raczył przywoływać Ducha Świętego, aby przybył do Polski i zrobił porządek. Duch nie przybył, ale ośmieleni ludzie powołali „Solidarność”.

  1. Jaruzelski nie czekał. Wspólnie z komilitonami najpierw odstrzelił od „Sztygara z Katowic” premiera gen. Jaroszewicza, a następnie obalił nieudolnego władcę. Epoka Jaruzelskiego to w zamierzeniu była generała kreacja socraju. To przywoływanie coraz to wredniejszych metod z epoki bierutowskiej. To permanentna wojna ze społeczeństwem. To dalsze dorujnowywanie gospodarki. To wreszcie wygenerowanie opozycji koncesjonowanej i wobec całkowitego rozpieprzenia socraju oddanie władzy, a raczej podzielenie się nią z opozycją.

                                                   ***

          Po 45 latach chudych przyszło ćwierćwiecze lat tłustych. Rządziło wiele ekip. Nic, no prawie nic, nie rozpieprzało się. Aż przyszedł 2015 rok. Wybory. Wyborcy postawili na JE Prezesa, który obiecywał Polakom szczęście, prawo i sprawiedliwość. Wódz Pisiaków postawił na „dobrą zmianę”. Sam, na wszelki wypadek, nie zaangażował się oficjalnie. Autorska ekipa JE Prezesa zaczęła z przytupem.

          Ludzie zwykli zastanawiają się, czy to się aby nie rozpieprzy? Ludzie myślący nie deliberują „czy”, lecz „kiedy” to się stanie. Tak, tak, tak. Historię warto niekiedy weryfikować rozumem. Po raz milionowy powtarzam, żeby skończyć z dominacją służb specjalnych komplikujących nasze życie. Trzeba je zreformować porządnie.

                                                   ***

To koniec opowieści. Pamiętacie? Umilkli wszyscy i ust nie śmieli otwierać, więc i ja będę musiał zamilknąć. Czym zakończę? Apelem do PT Czytelników: Kto po przeczytaniu Kanalii… zażąda dodatkowych wyjaśnień, zrobi mi zaszczyt, kto zaś nie powie nic – przyjemność.

          No to koniec. No to kropka. No to, bez wielokropka. Siadam, aby przygotować dwie następne pozycje:

Tajne sejfy B. Bieruta i J. Bermana oraz Heros mórz i oceanów. Nie-boska komedia towarzysza Leonida Teligi

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *