Witaj, świecie!

Blog 15.08.2012

 

            Po dłuższej niż zapowiadałem przewie wracam do pisania blogu. Na początek “przedsłowie” do książki dopiero co zmajdrowanej pt.: Tajna historia mojego życia. Wałęsa i… Tajemnice “Bolka”. Zza kulis MON i MSW.

 

            Opowiadanie prawdy jest największym dowcipem na świecie.

           

                                                                       George B. Shaw

            Na początku był wielki gniew. Wprawdzie z telewizora błyskało, że sytuacja jest dobra ale nie beznadziejna, bo krowy były tłuste, a wieprze zadowolone, tylko ludzie, nie wiedzieć dlaczego, świń nie utożsamiali z trzodą chlewną, a z komitetami partyjnymi i z SB 14 sierpnia 1980  r. Wałęsa stanął przed murem, który  ludzie bez powodzenia usiłowali przebić głową. Wałęsa go przeskoczył. I zaraz po tym ucichł klangor żurawi stoczniowych i rozległy się okrzyki wzywające do rewolty. W ślad za tym zabulgotało Trójmiasto. Potem zafurkotał cały Peerel. Pomyślałem, że natężonego ambicją  znanego prowodyra Lecha Wałęsę, wraz z gronem doradców, którzy wprowadzali robotników w sposób zwykły w świat niezwykły, czeka trudne zadanie. Trzeba  przekonać masy, że warto się bić. Bo może nie skończy się to tak, jak w czerwcu i październiku 1956 r., w marcu 1968 r., w grudniu 1970 r., w czerwcu 1976 r.? Wychowany na Polakach-doprzodowych myślałem, że zobaczę sukces Polaków-zwyklaków, tak  jak własne uszy bez zwierciadła. Ciekaw byłem, czy  robotnicy, wsparci inteligencją, którą można utożsamiać z dawną szlachtą, poradzą sobie lepiej. Nie wiem czy doradcy cytowali Wałęsie słowa Zygmunta Krasińskiego: Jeden tylko, jeden cud: / Z szlachtą polską polski lud, / Jak dwa chóry – jednio pienie!  Wiem, że Krzysztof Pomian pisał: “Solidarność” nie mogłaby się pojawić, osiągnąć swych celów, ani zaspokoić oczekiwań, jakie się w niej pokłada, bez udziału inteligencji.

            W powojniu połączenie “roboli” z jajogłowymi było nowością w awanturach z władzą. Do tej pory obie klasy walczyły oddzielnie. Robotnicy pięściami, intelektualiści –  rozumem. Nie chcę powielać odpowiedzi. Ktoś powiedział, że autor powinien być głupszy od swoich książek. Dlatego redaguję komunikaty. Chciałem aby dokumenty i cytaty były prawdziwe a opinie i komentarze wolne. Przypuszczałem, że doradcy będą musieli przekonać masy, jak przejść od kościoła komunizmu do kościoła kapitalistycznego. Gdyby w sierpniu 1980 r. doradcy powiedzieli ludziom prawdę, w jaki sposób zamierzają ich urządzić, nikt by za nimi nie poszedł. Musieli łgać. Można to było osiągnąć tylko w jeden sposób. Trzeba było, aby ludzie uwierzyli, że mają do czynienia z wybitnym przywódcą, z kimś na kształt Boga, który ich poprowadzi do ziemi obiecanej. Należało takiego kandydata znaleźć. I choć aspirowało wielu wybrano  Wałęsę bo, jak twierdziło pospólstwo – Wałęsa miał w sobie to coś, co umysł ludzki rozjaśnia i do klękania skłania. Działał jak hipnotyzer. Przerabiał człowieka w medium. Boskość  Wałęsy miała się dokonywać poprzez opanowanie tłumów. Tak jak boskość Castro, Kim Ir Sena, a nawet Lenina. Udało się. To doradcy, media i służby specjalne są temu winne. Wciągając do zabawy krajowe i zagraniczne ośrodki propagandowe, sprawili, iż masy myślały, że:

            Lech Wałęsa to osoba niebywale sympatyczna

            Lech Wałęsa to osoba nieprzeciętnie inteligentna

            Lech Wałęsa to osoba niezwykle utalentowana

            Lech Wałęsa to osoba niespotykanie miła

            Lech Wałęsa to osoba prawdziwie szczera

            Lech Wałęsa to osoba wyjątkowo błyskotliwa

            Lech Wałęsa to osoba bardzo przyjacielska

            Lech Wałęsa to osoba zniewalająco urodziwa

            Lech Wałęsa to osoba całkowicie bezinteresowna

            Lech Wałęsa to osoba niesłychanie dowcipna

            Lech Wałęsa to osoba nad wyraz skromna

            Lech Wałęsa to osoba dająca się lubić

            Lech Wałęsa to osoba zdolna poprowadzić do zwycięstwa.

            Żaden z tych sloganów nie był prawdziwy – z wyjątkiem ostatniego. Ale ludzie uwierzyli. Okazało, że masy wierzą nie w to, co widzą, a w to, w co chcą wierzyć. Nie wiem, jak to się stało. Czasem nie można powiedzieć prosto, o co chodzi, w ogóle nie można tego wyrazić w zdaniach mających sens logiczny. Wydawało mi się, że  Wałęsa, który przez całe życie, aż do sierpnia 1980 r., rzucał kamienie z upoważnienia, choć raz chciałby coś zrobić bez pozwolenia. I zrobił, i mówił: Nie wiem, czy jestem przywódcą, ale gdy tłum milczy, rozumiem, co chciałby powiedzieć, i sam to mówię. A z okazji trzydziestej rocznicy Sierpnia ’80  skromnie zauważył: …ja tylko walczyłem o możliwości. Wywalczyłem ją i przekazałem narodowi to zwycięstwo. Ja mogłem być jeszcze lepszy niż Castro, Kim Ir Sen czy nawet Lenin. Ja to potrafię, mogłem wodzem być. Przyznaję, III RP bez  Wałęsy byłaby tylko olbrzymią dziurą w przestrzeni, jak staw Moneta pozbawiony lilii.

            Leszek Kołakowski powiedział kiedyś, że wielki człowiek to taki, który nikogo innego nie przypomina. Wszedłem akurat do księgarni. Na półce  zobaczyłem Finnegans Wake Jamesa Joyce’a. To w sam raz dla prostego grafomana piszącego o Lechu Wałęsie – pomyślałem i zacytowałem kawałek: …toż e on jest a nikt on inny tym który w ostrachtecznosci będzie odpunchwiedzialny za hubhubpowiedziany czas ten w Edenborough.

            Telle lege! Weź i czytaj. Zrozumieliście wszystko? No to zrozumiecie i Wałęsę. On naprawdę nikogo nie przypomina. Jest niepowtarzalny.

14 przemyśleń nt. „Witaj, świecie!

  1. Szanowny Panie Pułkowniku! Radość to wielka, że powraca Pan do pisania – aktywności literackiej oraz internetowej! Z niecierpliwością czekam na zamówioną właśnie Pańską najnowszą książkę. Dużo zdrowia!!!

  2. Witam Panie Henryku! Życzę przede wszystkim zdrooooowia! Za długo był Pan nieobecny!!!!!!!!!!!! Nic dodać, nic ująć! POZDRAWIAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  3. Witamy ponownie. Od 2 lat regularnie zaglądałem tutaj licząc na powrót Pana wpisów. I się doczekałem :)

    Czy jest szansa na odtworzenie starszych wpisów ?

    Pozdrawiam, i dużo zdrowia życzę.

  4. Miło mi widzieć Pana w dobrej formie pisarskiej! Warto było czekać na nową odsłonę blogu. A jak się mają sprawy z „Byłem szpiegiem” (była o tym mowa trzy lata temu) odsłaniającym choć nieco postać, a bardziej dzieło „Trojana”?

  5. Cieszę się z Pańskiego powrotu na łamy Bloga. Ciekawy jestem na ile, wg Pana, są wiarygodne rewelacje gen.Pawłowa w jego książce „Byłem rezydentem KGB w Polsce”? Struktury SB (związane przecież z KGB) w stoczniach i innych zakładach kluczowych, były tak rozbudowane, że praktycznie nie mogły tam zaistnieć żadne organizacje opozycyjne bez ich wiedzy, aprobaty i wpływu. Stąd wniosek, że „S” była pośrednio tworem SB – KGB, wymykając się spod kontroli w pewnym momencie. Czy słusznie rozumuję?

  6. Nareszcie, Panie Pułkowniku…
    Znów będę miała szansę zamęczać Pana pytaniami, prawda?

    Pozdrawiam sensu stricto tudzież largo

  7. Najważniejsze jest Pana zdrowie i cieszę się z powrotu do pisania i zadawania zagadek filozoficznych, jak p. Luna. Wspomniany wyżej Pan nie należy do ulubionych postaci, chciał coś skopiować i być może chciał dobrze, ale nie wyszło po myśli. Pozostało po nim więcej złego niż dobrego.

  8. Szanowny Panie Henryku – nazywam się Radek Grosman. Mieszkam od kilkunastu lat poza Polską i z natury rzeczy jestem pozbawiony dostępu do polskiej literatury. A jedną z ulubionych moich książek jest Pański DESPERAT. Ostatnio żona zrobiła mi prezent i kupiła coś do czytania książek elektronicznych. Moim marzeniem jest posiadanie właśnie tej książki, której nie mogę nigdzie znaleźć. Ani w formie tradycyjnej ani elektronicznej. Być może pomoże mi pan uzyskać dostęp do niej. Wiem, być może jestem trochę nieobyty w tych niuansach, przeczytałem DESPERATA kilkanaście razy ale chcę przeczytać ją jeszcze raz, być może i kolejne kilkanaście ale… Pozdrawiam serdecznie i oczekuję odpowiedzi. Z serdecznymi pozdrowieniami – Radosław Grosman

  9. Wspaniale jest znowu Ciebie czytać. Miałem nadzieję znaleźć komentarze i potem wpisać swój. Długo czekałem. Brak następnych tekstów mnie zasmuca. O Wałęsie już chyba wiadomo co trzeba. Świeże tematy czekają.

    Tom, stały czytelnik

  10. W sierpniu 1980 roku , na Wybrzeżu stoczniowcy o Wałęsie mówili jednoznacznie i wcale nie jak o bohaterze, a określano go słowem na „a”
    Czytałem kilka Pana książek i skoro nie pisze Pan o konkretnych osobach to nie mam pewności czy Pana informacje nie maja przypadkiem wartości informacji z Gazety Wyborczej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *